Jestem nauczycielką wychowania przedszkolnego w publicznym przedszkolu. Zwykłym. Systemowym. Kilka razy w miesiącu wyjeżdżamy do lasu, żeby dzieci mogły być w kontakcie z naturą, odkrywać las, doświadczać, a przede wszystkim poznawać siebie, dodawać sobie sił i czerpać z mocy przyrody. Mamy za sobą dopiero trzy wyprawy, w tym jedną po zmroku. Każda przynosi mnóstwo emocji i przemyśleń. Ale zanim o nich napiszę, chciałabym opowiedzieć jak to się zaczęło. Od kilkunastu lat pracuję w przedszkolu. Jak…
Pamiętam pierwsze spacery do lasu. Moment, w którym moja uwaga z detali na drzewach spadła na mnie samą. Tak, spadła. Nie planowałam tego i nie starałam się o to. Zaczęłam w lesie widzieć więcej siebie. A gdy poszłam z dziećmi- zaczęłam widzieć więcej nas i tego co się między nami dzieje. W lesie ilość planów czasami męczy oczy, czasami nie wiem na czym się zatrzymać, bo mimo że pejzaż zdaje się zlewać w jedno, to przecież…
Obrazek: Słoneczny dzień kwietnia. Nasz młodszy syn ma 2,5 roku. Nie umie jeszcze zasnąć bez smoczka. I robi w pieluchę. Ale kiedy idziemy na spacer nad staw nie biegam za nim i nie trzymam za rękę. Maszeruje sam, w swoim tempie i boso, w dużej odległości od wody. Wie, że woda jest zimna i będzie nieprzyjemnie wpaść, bo kilka razy był już umoczony w kałuży. Bierze patyk, prosi o jakiś sznurek- chce jak starszy brat łowić…
Swoboda jest dla mnie wartością. Swoboda robienia tego, co chcę, swoboda odkrywania i uczenia się, swoboda wyboru i doświadczania na własnej skórze. Swoboda do poniesienia porażki. Zawdzięczam jej zarówno piękne jak i trudne chwile, a wierzę, że jeszcze w niejedno ciekawe miejsce mnie zaprowadzi. Dziś w kobiecym magazynie nazwaliby to może 'podążaniem za sobą’. Ale dla mnie to znacznie za wąsko. Swoboda dla mnie to wolność wyboru, otwartość, zaufanie i akceptacja. Miłość do siebie samej i świata.…
Wcale nie trzeba wchodzić na górę. Naprawdę. Magia jest wszędzie dookoła nas. Musi być, skoro dzieci ją widzą… „Teraz rób mu te zdjęcia na bloga!” mówi ze śmiechem mój mąż, kiedy podczas wspinaczki Michał krzykiem i płaczem oznajmia, że iść dalej nie będzie. Słońce grzeje nam mózgi, bo na niebie ani jednej chmury i ani jednego drzewa wzdłuż szlaku (Idąc od Rycerki. Wycinka – jak mówią tablice- spowodowana…
No to za kilka dni się zacznie… Jak każdy rodzic mocno przeżywam fakt, że moje dzieci idą do przedszkola. Antek już kolejny rok, ale Michał dopiero zaczyna. Wyobrażam go sobie w tej grupie czyściutkich i poukładanych rówieśników (tak, często idealizuję inne dzieci i przedszkole) i…. widzę, że on tam nie pasuje. Swoją swobodą bycia, radością z jaką się brudzi, gołymi stopami i niesamowitą potrzebą biegania na golasa….nie pasuje… Gdyby ktoś…
Do lasu, nawet jeśli idziemy na kilka godzin, nie zabieramy ze sobą nic, po za tym, co absolutnie potrzebne (jak np. woda, scyzoryk i plastry). Ok, czasami zdarzy się łopata albo wiaderko do wkładania skarbów. Nic więcej. Na brak atrakcji nie narzekamy. Dzieciaki turlają konary albo siebie na dno okopu, łapią spadające liście z drzew, patykami kopią małe tunele. Chłopaki uwielbiają patyki. Lubią sobie też wyobrażać, kim/czym taki patyk mógłby być. Po dzisiejszej…
Nie wiem skąd to się wzięło. Pamiętam ten słoneczny dzień ciemnego stycznia 2016, kiedy od rana nie mogłam uspokoić w głowie jednej myśli: „idź do lasu”. Starałam się coś pracować przy komputerze, pobawić się z dziećmi, ale nie dało się. Mina męża, któremu oznajmiłam że naprawdę muszę iść do lasu, bo zwariuję, była wymowna. Zajął się dziećmi. Za 30 minut piechotą już tam byłam. Oddychałam, przypomniałam sobie o technice Kapalabhati…
Zabraliśmy do lasu moją przyjaciółkę Agatę. Harcerkę z krwi i kości. Było cudownie być z nią i zobaczyć, że wcale nie zwariowałam, że w harcerstwie metodyka jest podobna, a może jeszcze bardziej ekstremalna (10 – letnie dzieci same na noc w lesie? Muszę się z tym przespać, by zdecydować, czy mi się to podoba czy nie).W każdym razie, bardzo cieszyłam się na ten wspólny wyjazd. Antek był nieznośny. Dokuczliwy. Zaczepliwy. Dostałam dwa razy patykiem w tyłek.…
Po dłuższej przerwie wybraliśmy się rodzinnie do lasu. To było dość zabawne, bo mój mąż nie wyszedł z samochodu, tylko uciął sobie tam drzemkę. On śpi, a w lesie same cudaaaaaaaaa- mech kwitnie! Antek znalazł okop, gdzie czułam się jak w raju, bo znalazłam 4 rożne odmiany mchu! potem było gniazdko strącone z drzewa, którym chłopaki tak się zachwycali, że mnie wzruszyło, i była żaba, której nie mogliśmy odszukać w przewodniku…
