Przełom roku zachęcił mnie do zastanowienia się nad tym, jaki był ten rok w pracy w przedszkolu. Wprowadziłam wiele zmian w sposobie myślenia i działania, nawiązałam nowe znajomości, ale też zacieśniłam bardzo swoje relacje z dziećmi i koleżankami w pracy, które przecież znałam od tak dawna. Mam wrażenie, że nawet patrzę inaczej na to, co dzieje się dookoła. Jednak robiąc podsumowanie roku i szukając zmiany najbardziej ciekawa byłam, jak zmieniły się nasze dzieci. Bo choć dopiero…
Ptasio spadł wraz z gniazdem i rodzeństwem z drzewa w sadzie u sąsiadów po silnej letniej burzy. Przeżył tylko on, ale kiedy dzieci przyniosły go do domu, jego szans nie oceniałam zbyt wysoko. Wykluł się pewnie zaledwie kilka dni wcześniej i nawet nie miał siły podnieść swojej wielkiej głowy z jaskrawo żółtym dziobem. Szybko zorganizowaliśmy mu pudełko, dogrzewaliśmy lampą i na siłę- ale ze szczerze dobrą intencją- pakowaliśmy w niego robaki i inne małe…
Im częściej jeździmy do lasu i im więcej o tym opowiadam różnym ludziom, tym częściej słyszę pytania: „A co Wy tam właściwie robicie w tym lesie?”, „Wy się tam bawicie czy odpoczywacie?” „A dzieci się nie nudzą?”. To zawsze jest dla mnie duże wyzwanie, by odpowiedzieć krótko, a jednocześnie mocno zadziałać na człowieka zmysły i wyobraźnię. No bo jasne jest, że chcę sprawić, aby słuchacz po tej rozmowie poszedł na spacer do lasu. Z dzieckiem oczywiście.Próbując…
Często ze sobą rozmawiają. Mają rodziny i przyjaciół. Matki przez lata dokarmiają swoje dzieci. Dbają o słabszych. Podróżują. Używają internetu. Lubią imprezować – niektóre urządzają sobie regularną bibę. DRZEWA. Jestem w takim momencie, że nie byłabym w stanie uciąć żadnej gałęzi a już na pewno wyciąć drzewa. Nie wiem jak sobie z tym poradzę, bo w ogrodzie mamy wiele świerków, które aż nadto się rozrosły i wchodzą nam na jabłonie… Dziś podczas wyprawy…
Po co iść z dzieckiem do lasu w grudniu? Przecież nie ma słońca, nie kwitną kwiatki, nie śpiewają ptaki. A w dodatku zimno. Dla mnie jednak ta pora roku to najlepszy moment na leśne wycieczki. Jest cicho. Przejrzyście. Z łatwością odnajduję nad głową gniazdo, które było do tej pory skrzętnie ukryte. Stąpam ostrożnie, bo jeszcze nie wszyscy poszli spać i łatwo nadepnąć na gąsienicę szukającą ostatniej dla siebie szansy. Lub grzyba, który zapragnął na własnej skórze poczuć,…
Antek kilkanaście dni temu skończył sześć lat. To dla mnie magiczny czas, bo zaczynam dostrzegać w tym małym człowieczku i w jego zachowaniach to, w czym wyrastał. Widzę w nim szacunek do przyrody, wielkie do niej zaufanie, ciekawość świata, troskę o życie najdrobniejszych istot, jakie spotyka na swojej drodze. Powiedzieć jednak, że to wszystko jest moją zasługą, to jak powiedzieć tylko część prawdy. Bo olbrzymi wpływ na to, jak Antek odczuwa i jak myśli,…
Podczas ostatniej wyprawy do lasu zbudowaliśmy szałas. Po raz kolejny dałam się zaskoczyć, bo przecież nie szałas był celem wyprawy a mierzenie drzew, przecież po to poprosiłam, by każdy miał ze sobą jakiś sznurek…. Wiem już, że otwarta postawa to najlepsze, co mogę ze sobą zabrać na nasze wspólne wyprawy. Sznurki do mierzenia drzew poszły w ruch w innej zabawie przy głębokim powojennym okopie, których mnóstwo mamy w pobliskich lasach. „Pomogę ci,…
Pierwsze wyprawy do lasu z małymi dziećmi (wtedy 5,5 i 2,5 lat) wiele mi pokazały. Opisałam je dla Was skrupulatnie w poprzednich wpisach (wyprawa 1 i wyprawa 2). Wcale łatwo nie było i dziś wiem, że popełniłam kilka błędów. Fajnie byłoby dotrzeć wtedy do takiej listy, przeczytać gdzieś w jakimś poradniku kilka prostych wskazówek. Bo na przykład nie byłam zupełnie przygotowana na sytuację, że moje dzieci nie pokochają tych wyjazdów z mamą do lasu, a dziś wiem,…
Drugim razem jechaliśmy z celem, a nie gdziekolwiek. Tzn. ja miałam SWÓJ cel: pokazać im Dziki Staw (najbliższy nam rezerwat, 8 km od domu). Kolejna sobota, był chyba ostatni weekend lutego. Lekko zimno, choć wolę mówić, że jest rześko, pełne popołudniowe słońce. Ubieramy się odpowiednio, pakujemy plecak, ubrania do przebrania, pielucha na wszelki wypadek, ciepły termos, czekolada musi być inaczej nie pojadą. Michał zabiera swoją ulubioną…
Był luty, zimny, ale bezśnieżny. Koniec miesiąca. Tylko słońce na niebie zapowiadało zbliżającą się wiosnę, jednak cały świat zdawał się jeszcze nie odebrać tego sygnału. Sobotnie południe. To był ten dzień, dobry dzień, w którym zdecydowałam, że pojedziemy pierwszy raz z dziećmi na długą wycieczkę do lasu. Pomysł wydał im się dziwny, bo po pierwsze bez taty, po drugie jest trochę zimno, po trzecie: „Po co Ci plecak? Co tam masz?”. Gdyby nie…
