Moje rodzicielstwo bliskości

z 18 komentarzy

Jakże jest mi łatwo rugać siebie za to, że mimo iż tyle czytam, rozmawiam, oglądam o rodzicielstwie bliskości i o porozumieniu bez przemocy, podkreślam cytaty Stein, Juula, Rosenberga, to wciąż nie zachowuję się tak, jak oni piszą.

Przejście do praktyki okazuje się dla mnie okrutnie trudne. Nie cierpię tej części siebie, która nie pozwala mi na robienie inaczej… Swoich szakali, swoich autopilotów, triggerów, połączeń neuronowych w mózgu, które uaktywniają się szybciej, niż się orientuję.

Z zazdrością słucham o tym, jak moje koleżanki potrafią złapać taki moment tuż przed swoją reakcją (też to potrafisz? ech!), wyjść do łazienki albo do ogródka, policzyć do 30 i wrócić jako superbohaterka serialu „Dziecko z bliska”.

Ja nie potrafię. Do tego moje marzenie o byciu matką wyciętą z okładki bliskościowego poradnika dla rodziców frustruje mnie jeszcze bardziej. Miałam taki moment, kiedy straciłam ochotę do czytania, bo i tak tkwiłam – takie wrażenie – w martwym punkcie. Wciąż błędy. Ale mimo to czytałam, bo świat spokojnych, mądrych i wrażliwych rodziców zwyczajnie mnie pociągał. W ostatnim czasie czytałam coraz więcej. Nawet jeśli to tylko ułatwiało mi wyłapywanie własnych pomyłek.

W ostatni poniedziałek jednak w naszym domu stało się coś, co zmieniło wszystko.

Zmieniło to, co o sobie myślałam.

 

 

– Nie mogę przestać płakać, tak tęsknię…

 

W weekend byliśmy z synem u mojej siostry. Dwa dni spędziliśmy spokojnie i uroczo, na rozmowach, wspólnym robieniu pizzy i graniu w planszówki. Antek na krok nie opuszczał swojej 16-letniej ciotecznej siostry. Uwielbia z nią spędzać czas. A ja się raduję z tej relacji i łatwo było mnie namówić na spontaniczny wyjazd w odwiedziny 150km w jedną stronę.

Po powrocie do domu przed snem było Antkowi bardzo trudno. Przykrywając smutne oczy kołdrą, jakoś usnął a ja miałam nadzieję, że tę tęsknotę wystarczy wyspać.

A jednak nie.

Poranek był bardzo obfity w trudne uczucia: smutek, przygnębienie, przytłoczenie, rozbicie.

Opór przed wstaniem z łóżka, przed zjedzeniem śniadania, przed wyjściem do szkoły.

Z oczu lały się prawdziwe łzy pełne tęsknoty za kuzynką. Też swojej bezbronności i bezradności wobec nowych emocji.

Przytuliłam go jednym okiem patrząc nerwowo na zegarek i powiedziałam kilka akceptujących zdań. Już wiem, że Antek jest niezwykle wrażliwy a moją rolą jest  w takich momentach zachować spokój i pomóc mu. Automatycznie jednak bagatelizowałam sprawę, zmieniałam temat, zagadywałam o pogodzie i planach po szkole.

Jakimś cudem udało się, by poszedł na przystanek o czasie. Po czym za 5 min wrócił ze spazmatycznym płaczem. Usiadł na krześle i patrzył wprost na mnie wołając o pomoc.

Usiadłam przy nim z chusteczkami i przytuliłam.

Mocno ścisnął moją rękę.

Gdy zaczął się uspokajać, złapałam jego rytm i razem oddychaliśmy – 60 razy, dokładnie liczyłam.

Później powiedziałam coś w stylu:

Widzę, że jest Ci ogromnie smutno. Gdzie czujesz ten smutek? Gdzie on siedzi?

Smutek jest związany z tęsknotą. A tęsknimy tak mocno za kimś, kogo bardzo kochamy.

Twój smutek jest ok. Wszystko jest ok Antosiu. Jestem tutaj.

Potrzebował jeszcze czasu. Zawiozłam go do szkoły z godzinnym spóźnieniem.

 

2

 

Cały dzień myślałam o tym, co się stało.

Przeszłam od zdziwienia jego reakcją na rozstanie do zadziwienia swoją reakcją.

A na koniec poczułam prawdziwą DUMĘ Z SIEBIE.

I z mojego męża, który zostawił mi przestrzeń widząc, że robię to dobrze.
I z młodszego Michała, który był tego poranka wyjątkowo chętny do współpracy przy wyjściu do przedszkola. Wierzę, że zauważył, że starszemu bratu potrzebna dziś uwaga.

Po raz pierwszy podziękowałam samej sobie i opatrzności, za wszystko, co sprawiło, że przyjęłam syna ze wszystkimi jego emocjami i że zdołałam wprowadzić nas na zwykłą poniedziałkowo-poranną ścieżkę.

 

Niby nic, a jednak!

 

Jestem mamą od 9 lat. Popełniłam przez ten czas mnóstwo błędów. Wielokrotnie zachowywałam się tak, że do dziś ze wstydem o tym myślę.

Równolegle jednak przez całe 9 lat budowałam siebie i swoje rodzicielstwo świadomie wybierając jakimi słowami, obrazami, doświadczeniami i ludźmi się otaczam. Gdyby przyjrzeć się pojedynczym elementom, z łatwością można pomyśleć, że to nie ma znaczenia. Jedno spotkanie Cię nie zmieni. Jeden artykuł tym bardziej. A niedokończona albo czytana wyrywkowo książka może nie mieć sensu. Spacer po lesie? A jaki to ma związek z tym, co i jak mówisz do dzieci?

Ale jeśli złożyć to wszystko w jedno miejsce, z tego ogromu można zbudować coś naprawdę ważnego i w dużej mierze przypominającego rodzicielstwo, jakiego chcę dla swoich dzieci.

Z tego zbudowałam ten poniedziałkowy poranek, który będę trzymać w pamięci zaraz obok najpiękniejszego wschodu słońca, jaki widziałam nad morzem. Będę się przy nim grzać. Będę się nim otulać i pocieszać w pochmurne dni.

Ten poranek mi się nie przytrafił.

Ja go zrobiłam.

 

ja_3-jpg
fot. Magdalena Szczoczarz

Puzzle

Zebrałam je. Najważniejsze( te uświadomione 😉 ) puzzle, z których się buduję. Książki, które w całości lub wyrywkami czytałam i czytam. Strony, które polajkowałam i mi się wyświetlają. Filmy raz zobaczone, które wyryły się na zawsze w głowie. Oczywiście, że wybór jest znacznie większy 🙂 Co za obfite czasy mamy! Piszę o tych obecnych w moim życiu.

 

Książki:

W duchu rodzicielstwa bliskości, NVC i self-reg

  •  „Dziecko z bliska”, Agnieszka Stein
  • „Atrakcyjna mama” Emilia Góźdź
  • „Rodzic jako przywódca stada” Jasper Juul (wszystkie jego książki są fenomenalne, trzeba czytać)
  • „Entuzjaści” Andre Stern (podobno świetna jest też „Zabawa”)
  • „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Faber i Eleine Mazlish

 

Książki wspierające w wychowaniu dziecka wolnościowo i blisko Natury:

  •  „Ostatnie dziecko lasu” Richard Louv
  • „Wolne dzieci” Peter Gray
  • „Kalosze pełne kijanek” Scott Sampson

 

Pozycje dla dzieci, a raczej dla dzieci i rodziców 🙂

  •  „A królik słuchał” Cori Doerrfeld„Miłość” Astrid Despodres (bardzo polecam rodzicom, którym z trudem przychodzi mówienie dziecku „Kocham”)
  •  „Kolorowy potwór”Anna Llenas
  • „Chciejskie potwory” Chelo Manchego
  • „Mały rybi król” Chelo Manchego
  • „Self-Reg. Opowieści dla dzieci o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę” Agnieszka Stążka-Gawrysia
Strony www

www.dziecisawazne.pl
Nie wiem jakim rodzicem bym była, gdyby nie ta strona. Zaglądam często. Śledzę oczami wybrane frazy, które przenikają do mojej świadomości bezboleśnie, mimochodem a jednak skutecznie. Zaglądam często, szczególnie podobał mi się cykl artykułów Jaspera Juula.

 

Obserwowane fanpage
Filmy:
  • „ Alfabet” reż.: Erwin Wagenhofer
  • „Dzieciństwo” reż.: Margreth Olin
Gry

„Pytaki”

Wspaniała gra na wzmocnienie rodzinnych relacji. Szczególnie polecam rodzinom, w których z trudem rozmawia się o emocjach. Mój mąż wciąż stawia opór… trzymam za niego kciuki i wierzę, że po jakimś czasie nie będzie się tylko przysłuchiwał, ale najprawdziwiej z nami zagra.

 IMG_6454
Ludzie

Można powiedzieć, że mam do nich szczęście, albo głośno przyznać, że sama decyduję jakimi ludźmi się otaczam, co oddaje mi moc sprawczą. Tak. Wchodzę w relacje, które mnie wzmacniają i utwierdzają w wybranej rodzicielskiej ścieżce. Schodzę z pola widzenia rodzicom, których zachowania względem dzieci mnie bolą. W ten sposób przez lata  zbudowałam sobie wioskę. I nie chodzi o fizyczną bliskość tych osób, bo większość z nich mieszka daleko i widujemy się raz, dwa razy w roku. A o poczucie zrozumienia i gotowość wsparcia, o kilka pozytywnych dni w ich towarzystwie, które są warte więcej niż 10 przeczytanych książek.

Doświadczenia

Najważniejsze z ostatnich lat, o których chcę napisać:

Po pierwsze to fakt, że założyłam Wielki Zachwyt, który zbudował mi platformę do poznania rodziców podobnych do mnie. Są wspierający, są empatyczni, chcą się dzielić.

Drugim krokiem była organizacja spotkania rodzin Wielkiego Zachwytu. Zrobiłam dwa takie spotkania, co pozwoliło mi poznać kilka pięknych osób – rodziców i dzieci, z którymi do tej pory jestem w kontakcie.
Od dwóch lat organizuję spotkania rodzin w formule Wielkiego Zachwytu Błotem i Błotnego Pikniku 🙂 To dopiero jest przestrzeń pełna rodzicielskiego dobra! I Błota!

 

1
Fot. Barbara Zamożniewicz; Błotny Piknik 2019

 

Doświadczenie Leśnej Wioski z kolei zbudowało moje przekonanie, że czytanie czytaniem, ale najważniejsza jest codzienność i praktyka. Leśna Wioska to przestrzeń stworzona przez moją przyjaciółkę Emilię Góźdź, działającą jako Kobieta Lasu we wsi Kowalków pod Radomiem. Byłam z dziećmi na jednym organizowanym przez Emilkę weekendzie oraz na kobiecych kręgach, gdzie poznałam kolejne piękne mamy.

Z niektórymi poznanymi w ten sposób dziewczynami tak się polubiłyśmy, że jeździmy raz w roku wspólnie z dziećmi w góry. To uważam za jedno z najważniejszych cyklicznych wydarzeń. Tyle wiemy o swoim rodzicielstwie, ile razy dziecko na trasie poprosi o kawałek czekolady 😀

 

2
Fot. Barbara Zamożniewicz, Tatry 2019

 

 

Lokalnie tworzę sobie przestrzeń do spotkania się z bliskościowymi rodzicami prowadząc Akademię Wielkiego Zachwytu.

 

5
Fot. Barbara Zamożniewicz, Akademia Wielkiego Zachwytu 2019

 

 

A na koniec najświeższe doświadczenie. Od września uczestniczę w rocznym kursie NVC w Centrum Leance w Krakowie. Kurs pod skrzydłami Marty Kułagi wnosi w moje serce i głowę mnóstwo wiedzy i nowych uczuć. Pozwala trenować empatię w bezpiecznych warunkach. Cieszę się ogromnie, że w nim uczestniczę. Potrzebowałam tego.

 

Las

Gdyby nie to, że w lesie odnalazłam siebie i odnalazłam dzieci, dostrzegłam tam naszą relację-  nie wiem, co by było. Gdyby nie to, że chodziłam do lasu spędzić czas sam na sam ze sobą, by się wyciszyć, naładować i złapać równowagę – nie wiem, co by było. Możecie to nazwać ładowaniem akumulatorów, napełnianiem kubeczków. Moje samotne spacery do lasu, samotne wielkie zachwyty mają przeogromny wpływ na moje rodzicielstwo. Czuję to każdą komórką swojego ciała.

 

fot. Magdalena Szczoczarz
fot. Magdalena Szczoczarz

 

To musi długo trwać

 

Kiedy wspominam swoją relację z rodzicami z dzieciństwa pojawiają mi się obrazy….

Tulenia się do miękkiego brzucha mamy.

Zimna jej rąk, gdy dawała mi nad ranem butelkę z kaszą manną.

Kiedy biegnę na spotkanie tacie, bo był w delegacji i przywiózł wrotki albo łyżwy, nie mi, bo mam za małą nogę, siostrom. Moja radość nie zna granic.

Mam wspomnienie wstydu, kiedy babcia ubrała mnie mimo wielkiego sprzeciwu na wizytę u sąsiadów w spodnie i spódnicę. A tak zależało mi na zrobieniu dobrego wrażenia na nowych koleżankach.

Mam wspomnienie jakiegoś jednego, może jedynego, rodzinnego wyjazdu nad jezioro.

Później … pierwszy raz, gdy dostałam od taty klapsa. Nie chciałam pójść zanieść sąsiadom prezentu- bałam się tej zabitej kaczki w torbie.

Drugi raz, gdy chowam się przed tatą, który wraca do domu z pracy. Trochę w zabawie a trochę ze szczerego pragnienia, aby mnie nie znalazł.

Mieliśmy taki szpulowy magnetofon, tata próbował dzień wcześniej nagrać mnie, jak płaczę. Nie wiem dlaczego płakałam. Doskonale pamiętam ten magnetofon i to, jak bardzo nie chciałam, aby mnie nagrywał.

Pamiętam mamę, która w towarzystwie cioci mówi o mnie z dumą.

I gdy w sklepie oddaje mi decyzję wyboru butów do komunii. Biorę białe lakierki ze srebrnym łańcuszkiem.

Jednego razu tata przyjeżdża do mnie i robi jajecznicę, kiedy leżę sama z gorączką w pustym domu.

Tata nigdy mnie nie wziął na kolana. Nie ma takiego obrazka.

Mama tłumaczy, że on to rocznik 1940, miał bardzo trudne dzieciństwo. Odtąd patrzę na tatę inaczej. Coraz częściej współczuję mu, gdy wybucha złością (to nie pistolet, to armata).

Jako nastolatka godzinami przesiaduję w swoim pokoju unikając go, bo bolą mnie jego komentarze, o tym jaka jestem. Jestem smutną i refleksyjną dziewczyną, a na to tata nie daje mi przestrzeni.

To rzutuje na naszą relację do dziś.

 

I choć miłość wibrowała (była tam, wiem), to nigdy nie usłyszałam od moich rodziców jako dziecko słowa „kocham”. Ani żadnego pochodnego. Zaraz… o emocjach u nas w domu się nie rozmawiało!

 

Oto moje dziedzictwo. Oto mój spadek.

Wiano mojego męża jest o wiele bardziej skąpe. Tą kołderką, ledwie nakrywa swoje zmarznięte stopy.

Nie katuję się już za to, że tak trudno mi zmienić schematy wyniesione z domu. Akceptuję swoją łatwość wpadania w złość. Śmieję się z siebie, gdy okazuje się, że znów nie dałam dzieciom prawa do wyboru w bardzo ważnej dla nich sprawie. Doceniam swoje wysiłki i to, że ciągle chce mi się próbować robić inaczej.

Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone, abym była w stanie w krótkim czasie całkowicie przemodelować siebie i sposób wychowania dzieci. Mam świadomość, że to zajmie pokolenia.

 

W tamten poniedziałkowy poranek dołożyłam jedną solidną cegiełkę do nowego fundamentu naszego rodu. Te cegiełki, choćby było ich kilka, mają niezwykłe znaczenie. Przekładam je codziennymi słowami: „Bardzo Cię kocham”.

Moi synowie będą na tym budować dalej.

 

fot.: Magdalena Szczoczarz
fot.: Magdalena Szczoczarz

18 Responses

  1. Patrycja
    | Odpowiedz

    Basia, doprowadzilas mnie tym tekstem do łez.. alez to było piękne i prawdziwe! Bardzo Ci dziękuję! A Twoje słowa o spadku i wianie pozostaną ze mną i we mnie na długo.. To mi tylko pokazuje, że nie ma żadnych wymówek, które by uzasadniały to, że czegoś nie mogę. Mogę wszystko, tylko potrzeba do tego codziennej pracy.. Cegiełka po cegiełce. Jesteś naprawdę fantastyczna Mamą i z pewnością Twoje dzieci wypatrzyły Cię i wybrały na swoją Mamę na długo zanim się urodziły;) Zyczę Tobie i sobie powodzenia w codziennym praktykowaniu uważnego rodzicielstwa;)

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Patrycja, bardzo dziękuję.
      #budujemy

  2. Magdalena
    | Odpowiedz

    Piękny , pełen refleksji Wpis , czuje że muszę przeczytać go jeszcze raz 💚 ale najpierw pójdę do synka mocno go przytulę i popatrzę na niego tak po prostu .

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Lenka <3

  3. Axa
    | Odpowiedz

    Cudownie jest wpaść na TAKI tekst przegladajac od niechcenia facebookowe otchłanie. Jej, czytam i jakbym czytała o sobie, o swoim macierzyństwie. Dziękuję! Dobrze przeczytać prawdziwy, szczery tekst a nie tylko słodko-cukierkowe treści jakimi internet jest upchany po brzegi. Stokrotne dzięki!
    Pozdrawia mama trojki 😉 z pięcioletnim stażem macierzyńskim

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Robi mi się w sercu ciepło, kiedy to czytam.
      Pisanie tekstów zajmuje o wiele więcej czasu niż słodka fotka na fb 😉 i radość mam, że to do Ciebie trafiło. Tak miało być 🙂
      Ściskam. Wzmacniam.

  4. Ola
    | Odpowiedz

    Przepiękny tekst. Jest Pani wspaniałą osobą, niezwykle odważną, dla mnie jedną z Prorokiń współczesności, głębokim i prawdziwym źródłem inspiracji. Dziękuję, idę obmyslac strategie dla naszej rodziny i pozwalam sobie życzyć, by dalej tak niewzruszenie ufała Pani swojej intuicji.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Jeszcze nikt o mnie tak nie pisał. Nisko się kłaniam. Cieszę się, że tak nie widzisz.
      Bardzo wspieram w poszukiwaniach, próbach, docenianiu swoich małych cegiełek.

  5. Dolores
    | Odpowiedz

    Ten tekst jest tym czego na ten moment potrzebuję. Na pewno będę do niego wracać a na razie przepisuję wszystkie wspomniane pozycje do przeczytania. Dziękuję❤

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      <3

  6. Monika
    | Odpowiedz

    Niesamowity wpis, …. tez uwielbiam chodzić do lasu, żeby odnaleźć spokój, równowagę i doświadczyć piękna ❤️❤️

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      🙂 🙂 Właśnie planuję kolejny samotny spacer 🙂

  7. Kubek
    | Odpowiedz

    Świetny i bardzo wartościowy wpis!

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dziękuję

  8. Gosia
    | Odpowiedz

    super stranka..:) s dobrymi radami dakujem 😉

  9. boboland
    | Odpowiedz

    Ten tekst na pewno długo zapamiętam, bo jednak ma coś w sobie. Jestem pod wrażeniem.

  10. Ania
    | Odpowiedz

    Wow. Brak mi słów. Chcę się powiedzieć tyle rzeczy na raz. O twojej odwadze patrzenia w przeszłość i teraźniejszość, i przyszłość. Słowa o cegiełkach są cudne! Przypomniałaś mi, że nie wszystko muszę osiągnąć sama, nie muszę być perfekcyjną mamą. Jak dobrze cię rozumiem w napięciu między tym co wiem, co jest dla dziecka najlepsze, a tym jak zachowuję się w czasie próby. I co za piękny moment zwycięstwa nad wdrukowanymi mechanizmami opisałaś! Najszczersze gratulacje! Tak się cieszę, że znalazłam Twój blog. Widzę, że mamy wiele wspólnego! Będę tu często zaglądać. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dziękuję, bardzo Ci dziękuję. To dla mnie ważne, że dostaję taki feedback po tym artykule. Zapraszam częściej.

Zostaw swój komentarz