Leśna strategia na szkołę

z 11 komentarzy

Gdybym wiedziała, jak będzie mi trudno, nie czytałabym, oj nie czytała! Ani jednego artykułu o edukacji fińskiej, żadnych „Wolnych Dzieci”, żadnego „Summerhill”. Omijać szerokim łukiem  Andre Sterna, Jaspera Juula i Petera Hartkampa. Przepadnij Sir Ken Robinson*! Nie rozpływałabym się nad stronami tych wszystkich leśnych szkół i przedszkoli. Rety! Co mi do głowy przyszło, żeby jechać do Warszawy i oglądać jak działają szkoły demokratyczne??!! I to na początku września?

Świadomość albo szczęście, mówią.

 

Analiza możliwości

Kiedy mieszkasz, tak jak ja, w małej wsi pod powiatowym miastem, wybory edukacyjne są bardzo skromne. Wszystkie szkoły w promieniu 50km pracują – śmiem założyć- tymi samymi metodami. Stare pruskie podejście.

Edukacja domowa (ED). Oh, ale fajny pomysł! Taki alternatywny na maxa! Tak mężu, to jest super,  mnóstwo ludzi to robi i sobie chwalą. I organizują się w takie grupy edukacyjne, to jest najlepsze rozwiązanie. Stój! Chwila! Ale czy ja się nadaję? Ojej, i przy tym jest młodszy syn, który nie przeżyje świadomości, że ja ze starszym jestem w domu, kiedy on jest w przedszkolu. Oni dwaj razem w domu? Dla mnie niewykonalne.
A poza tym, mam swoją pracę, którą lubię, lubię tworzyć, wymyślać, najlepiej mi to idzie, kiedy nie ma koło mnie dzieci. I tak…. kocham mieć czas dla siebie, potrzebuję go. Potrzebuję niemal codziennie czasu tylko dla siebie. Ależ jestem samolubna….nie umiem dla dzieci się poświęcić.
Ale przecież, Antek! On uwielbia dzieci. Nie dam rady w żaden sposób zapewnić mu codziennie towarzystwa dzieci. To jest zwierzę społeczne. Przynajmniej teraz, teraz on tego bardzo potrzebuje.

Własna szkoła. Tak!! Nie takie rzeczy w swoim życiu robiłam! Alternatywna szkoła, demokratyczna szkoła, taki wiejski summerhill, najlepiej koło lasu. Albo w lesie.  Są szkoły działające w lesie. Mężu, widzisz to? Mówią, że budżet szkoły zamyka się przy 20 dzieci i czesnym ok 500zł. Zatem muszę przekonać tylko 20 rodzin z naszego powiatu, aby wzięły swoje dzieci do edukacji domowej  i przyprowadziły do nas. Ale! Przecież znam tu tylko dwie rodziny, troje dzieci w ED  i żadnej szkoły w województwie świętokrzyskim przychylnej ED.
No i z kim to zrobić? Niestety, nie mam finalnie z kim tego zrobić. Nie chcę w tym projekcie być sama.

 

– Nie synku, nie dam rady założyć dla Ciebie leśnej szkoły. Przepraszam, że Ci to kiedyś obiecałam.

.

.

.

Mój wybór: robić wszystko, by zachować spokój, obserwować, dać szansę szkole, znaleźć na nią sposób…

 

1

 

 

Szukanie strategii

Zajęło mi pół roku znalezienie SWOJEJ STRATEGII NA SZKOŁĘ. Poskładanie tych niepasujących do siebie puzzli. Z jednej strony dom, w którym nie było nagród i kar, ani zmuszania do robienia rzeczy, na które dziecko nie ma ochoty, z drugiej strony szkoła, która daje oceny, nagrody i kary za niemal wszystko i oczekuje (tak! oczekuje) od rodzica, że ten wszelkimi sposobami wyegzekwuje od dziecka pracę domową.
I szczerze powiem, że na początku pogubiłam się. Użyłam parę razy rano szantażu i próbowałam przymusić go do pracy domowej. Strasznie źle się z tym czułam. Na szczęście do pionu sprowadzał mnie mąż, który w tym czasie okazał się nieziemsko cierpliwy i wyrozumiały.

Emocje buzowały. Tak wiele nie było w zgodzie ze mną.

Ja już przecież wiem, że najważniejsze pozostać autentycznym i spójnym rodzicem.

Początkowo bałam się, że życie w takim dualizmie szkolno-domowym zrobi synowi przysłowiową ‚wodę z mózgu’. Nie pozostało mi jednak nic innego jak zaufać – sobie, że to podejście jest dla nas najlepsze, i jemu, że zrozumie, że wartości i poglądy rodziców mogą się różnić od tego, co spotyka w szkole.

 

Wieczór. Płacz Antka. 3 strony zadań do zrobienia:
– Antoś, nie musisz robić wszystkiego, będzie ok, jeśli wybierzesz te najbardziej dla Ciebie interesujące. Naprawdę praca domowa i oceny nie są najważniejsze.
– A pani w szkole mówi, że są!

 

Kolejny wieczór. Trzeba coś narysować. Antoś płacze.
– Synku, przecież Ty uwielbiasz rysować.
– Tak! Ale nie wtedy, kiedy muszę, tylko wtedy, kiedy sam mam na to ochotę!

 

Wtedy koleżanka (dziękuje Ci Aniu) podsunęła mi pomysł wpisywania informacji dla nauczyciela, by tłumaczyć, dlaczego synowi brakuje pracy domowej.

Na pierwszej wywiadówce byłam w takich emocjach, że nie odezwałam się jednym słowem.
Na drugiej poruszyłam kwestię  prac domowych. I szczerze – nigdy nie miałam takiego poziomu stresu jak wtedy. Moje wystąpienie na sesji sejmiku województwa świętokrzyskiego przy tej sytuacji to był pikuś. Oczywiście mimo dobrych intencji, poszło do niczego. Wróciłam z wywiadówki samotna i roztrzęsiona.

 

 

„Mamo, będę chodził do szkoły, póki …”

A kiedy ja wątpiłam i mierzyłam się z własnymi obawami, Antoś czuł się coraz silniejszy i szczęśliwszy.
Po 3 tygodniach zaczął chętnie chodzić do szkoły i przestaliśmy się spóźniać.
Po miesiącu zaczął jeździć autobusem, jak wszystkie dzieci z naszej wsi.
Po półtora miesiąca zaczął mnie poganiać, żeby się nie spóźnić.

Po chyba dwóch powiedział:

– Mamo, będę chodził do szkoły, póki będzie mnie uczyć pani Anetka.

Wiedziałam, że relacja jaką ma z dziećmi pani nauczycielka jest w tym momencie najważniejszą rzeczą, na jakiej możemy bazować.

 

Wtedy też Agnieszka Stein wypuściła swój cykl porad dla bliskościowych rodziców, którzy mają dziecko w systemowej szkole. Zrobiłam sobie z tego pdf, możesz go pobrać tutaj: Bliskościowy rodzic w szkole – A. Stein

 

Na pasowaniu, jak każde dziecko, powiedział swoją kwestię do mikrofonu. A z tym w przedszkolu było różnie.

Na Dniu Babci zatańczył wraz z klasą. Miał ogień w oczach. A z tym w przedszkolu było bardzo różnie.

 

1

 

Rzeczy ważne i ważniejsze

Dla mnie teraz ważniejsze jest, aby Antoś miał radość z pierwszego śniegu (nasze wewnątrzrodzinne Święto Pierwszego Śniegu), niż by miał obecność w szkole.
By zrobił jedno zadanie, które naprawdę czegoś go uczy albo utrwala, zamiast wypełniania wszystkich po kolei.
Ważniejsze, aby miał entuzjazm w oczach przy nauce, niż spełniony obowiązek.
By pobawił się na dworze w ładny dzień.
A kiedy jest zmęczony – by wypoczął.
I naprawdę, tak ważne dla mnie jest, by się nie porównywał do innych dzieci a przypominał sobie jaki postęp sam zrobił w ciągu ostatnich miesięcy. Antoś we wrześniu umiał tyle i tyle, Antoś w kwietniu umie tyle. Ucinam więc jego zapędy opowiadania mi, co to on nie dostał, a kto dostał lepiej albo gorzej. Kiedy jest po sprawdzianie, komentuję tak: „I sam przeczytałeś polecenie? A które ćwiczenie było dla Ciebie najtrudniejsze?  Które sprawia Ci przyjemność? Jesteś zadowolony?”
Ważniejsze dla mnie jest zobaczenie pracy konkursowej w szkolnej galerii, za którą dostał I miejsce, niż dyplom. (Jadę specjalnie po to do szkoły: Jest piękna! Ależ miałeś pomysł!).
Ważniejsza dla mnie jest moja relacja z synem niż to, aby miał odrobione lekcje. Ufam jego wewnętrznej motywacji, wrodzonej ciekawości świata, radości z bycia w grupie.

 

– Powiem pani, pani Basiu, że pierwszy raz w ciągu 30 lat mojej pracy nauczyciela spotykam się z takim podejściem. Będę to akceptowała.
– Dziękuję. To bardzo wiele.

 

Następnego dnia Antek dostaje ze sprawdzianów dwie 6, co jest dla mnie tym razem bardzo ważne. Mam to na piśmie: to co praktykujemy, nie szkodzi wynikom w nauce. Ja szczerze wierzę, że jest wspierające. We wrześniu Antek zna 3 litery: M, T, A a teraz zupełnie nie odstaje od średniej klasowej.

Czuję ulgę.

 

 

12

 

Jedziemy do lasu

Na marcowej wywiadówce pani Aneta proponuje rodzicom testowy miesiąc bez prac domowych. Nie wierzę, co słyszę. Cudownie. Dzieci mają zostawiać wszystkie książki w szkole (choć w ciasnej sali i ciasnych szafkach to wyzwanie). Miesiąc to wiele i niewiele. Wszyscy na tak. Ufff…..koniec katowania syna pracami! Koniec moich rozterek!
Na tej samej wywiadówce daje mi przestrzeń, by zaprezentować projekt „Zachwyt w przedszkolu” z nadzieją, że i w szkole uda nam się wprowadzić trochę lasu. Słyszała o naszym projekcie w przedszkolu i z dużym entuzjazmem do niego podchodzi. Rozmawiamy o tym i wspólnie ustalamy plan: najpierw zgoda wszystkich rodziców, potem nawiązanie współpracy z Nadleśnictwem. Do końca roku pilotaż, od września myślimy o czymś większym.
To do tej pory jak dla mnie najważniejszy dzień w szkole.

Antek czeka w drzwiach i po powrocie pyta z niezwykłym entuzjazmem:

– I jak? Zgodzili się?
– Zgodzili się synu. Jedziemy w kwietniu 🙂

 

Podobno czasami lepiej zrobić mniej.

 

10

 

Pierwsza leśna wyprawa

 

Gdyby to zadziało się jeszcze kilka lat temu, powiedziałabym banalnie, że mam szczęście. Ale ja w co innego dziś wierzę. Wierzę, że jeśli robisz w życiu coś ważnego i potrzebnego, cały wszechświat jest Ci przychylny. Wierzę, że to co chcę zrobić jako rodzic w edukacji (systemowej edukacji), jest dobre – dla dzieci, dla nauczycieli, dla rodziców, dla systemu, dla planety. Dlatego energia, którą wysyłam wraca i spotykam odpowiednich ludzi na swojej ścieżce, z którymi mogę więcej.

Dawno nie widziałam tak zachwyconych Przyrodą dzieci, które wprost krzyczały: „To jest zbyt piękne, by było prawdziwe”, „Nigdy się nie czułem tak dobrze w szkole, jak dziś w lesie” 😉
Pani Aneta pozwoliła w czasie pierwszej wyprawy do lasu wejść dzieciom do strumyka. Mieli błoto w gumiakach.
Rozpływałam się nad widokiem nauczycielki, która – widać to było w każdym momencie- jest dla dzieci towarzyszem i przewodnikiem.Tak samo pierwszy raz, tak samo ciekawa, tak samo otwarta, tak samo pałająca entuzjazmem.

 

W piątek Antoś zaniósł jej książkę „Leśna szkoła dla każdego”*.

 

Proszę, trzymajcie za to wszystko kciuki.

 

8

 

 

 

6

 

4

 

14

 

*Książki wymienione w artykule:

Andre Stern, „Siewcy Entuzjazmu. Manifest ekologii dzieciństwa” wyd. Element (ale polecam i inne pozycje tego autora, dostępne w Element)
Peter Gray, „Wolne Dzieci”, wyd. MiND
Jasper Juul, „Kryzys szkoły”, wyd. MiND
Peter Hartkamp, „Zamiast edukacji przymusowej”, wyd. Element
A.S. Neill, „Summerhill”, wyd. IPSI
P. Houghton, „Leśna szkoła dla każdego”, wyd. Muza 

 

filmy- wykłady Sir Kena Robinsona:
Zmiana paradygmantu edukacji
Jak szkoła zabija kreatywność

 

 

 

 

11 Responses

  1. Anna
    | Odpowiedz

    Gratuluję !

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Jesteśmy dopiero na początku drogi. Ale tak….jakiś kamień milowy został osiągnięty. Dziękuję!

  2. Magda
    | Odpowiedz

    Trzymam kciuki z całej siły. Jako matka i jako nauczycielka (pracująca kiedyś w systemowej szkole).

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dziękuję Ci Magda! Przyda się….naprawdę.

  3. Joanna
    | Odpowiedz

    Basiu, ogromnie dziękuję Ci za ten tekst.
    Jestem w bardzo podobnej sytuacji – od września mój leśny Antek rusza do zerówki w szkole systemowej. Ileż ja juz teraz na etapie wyboru przeżyłam frustracji, rozczarowań, kryzysów, kłótni rodzinnych itp…
    Nie jest łatwo rodzicowi, co to się naczytał, naoglądał, napoznawał, ba nawet powołał do życia własne leśne przedszkole (Podkrzaczek, to był mój projekt…)
    Otwieram się teraz na dostrzeżenie dobrych stron jakie napotkamy w szkole systemowej. Chętnie nawet wsparłabym współorganizacja leśnego projektu tak jak Ty, ale tu mam kompleks braku odpowiedniego doświadczenia i kompetencji.
    Wierzę, że wszechświat nam będzie sprzyjał i utrzymywaniu bliskiej relacji i przenoszeniu jej na grunt szkoły 🙂

    W poniższym momencie Twojego tekstu wzruszyłam się do łez:
    Antek czeka w drzwiach i po powrocie pyta z niezwykłym entuzjazmem:

    – I jak? Zgodzili się?
    – Zgodzili się synu. Jedziemy w kwietniu 🙂

    Dziękuję i pozdrawiam Was cieplutko!

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Asia, dziękuję.
      Nie wiem, dlaczego tego nie widzisz 🙂 bo mi wystarczyło z Twojego wpisu przeczytać że założyłaś leśne przedszkole i że jesteś wrażliwa i w dodatku ‚poszukująca jako rodzic’ by wiedzieć na pewno, że masz najlepsze kompetencje, aby zmieniać system. Ja Cię tak widzę.
      Ja miałam takie nastawienie, że szkoła jest przede wszystkim dla dziecka. Jeśli jemu służy, to ja – jako dorosła- muszę się tego wyzwania podjąć. O wiele wiele łatwiej byłoby mieć za rogiem jakąś alternatywną szkołę, ale w naszym terenie to jest marzenie.
      I pracuję nad projektem ‚zajęć pozalekcyjnych’, żeby to wszystko, o czym marzę (czyli leśno-dziecięco-systematycznie) miało szansę się zadziać w innej przestrzeni. Mam w sobie dużo zaufania, że jednak dom i to co się dzieje po szkole ma olbrzymi wpływ na dziecko, większy niż szkoła. I że sił nam nie zabraknie, aby to wszystko akceptować, zmieniać, tłumaczyć i poukładać i żyć w jako takiej równowadze.
      Świadomość albo szczęście, mówili 😉

  4. Urszula
    | Odpowiedz

    Rewelacja! Myślałam, że takie osoby są tylko w filmach, a Ty pokazujesz sposób na uratowanie Ziemi przez samozagładą w postaci plastikowych ludzi martwiących się tylko o siebie, bez kontaktu z przyrodą, nie potrafiących odróżnić natki pietruszki od rumianku. Ja przeczytałam na razie tylko książkę „Fińskie dzieci uczą się najlepiej ” i oglądałam film o dzieciach z Summerhill, ale widzę, że u Ciebie mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć. Też mi się nie podobają zasady w ogólnodostępnych placówkach edukacyjnych, więc postanowiłam otworzyć własną. Nie mam jednak odwagi jeszcze napisać o metodach, które chciałabym wprowadzić, bo nie wiem, jaki odbiór będzie wśród mieszczuchów, a że dopiero robię pierwszy nabór, nie wiem, czy się chwalić tym, czy zaczekać, aż będą dzieci, które poznają naturalne zabawy sprzed epoki komputerów, bez których dzisiejsze młode pokolenie nie potrafi znaleźć drogi do toalety. Oczywiście najnowsze technologie są potrzebne, ale trzeba pokazać alternatywę dla nich w osiąganiu szczęścia, a do tego potrzebny jest kontakt z naturą. Czego życzę Wam i sobie i łączę się razem z Wami z przyrodą

  5. Bogna
    | Odpowiedz

    Bardzo dziękuje za ten artykuł. Wzruszył mnie. Dla mnie jest Bardzo o tym jak będąc soba, będąc blisko swoich wartosci można zmienić swiat.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dziękuję Bogna. Pozdrawiam serdecznie.

  6. Basia
    | Odpowiedz

    Wspaniale rzeczy! Wrocilismy z Irlandii i brzuch mnie boli gdy dzieci ida do szkoly.tam najmniejszy wysiłek ucznia byl doceniony,a zadanie domowe ,dopasowane do mozliwosci dziecka mialo byc odrobine przez dziecko,nie rodzica.jesli bylo za trudne,nie balo się podejsc do nauczyciela i prosic o pomoc.no i widzenie w dziecku pozytywów,przede wszystkim!

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Myślę, że każdy system ma swoje wady. Jednak moja przyjaciółka ma dzieci w szkole w IR i kiedy ja jej opowiadam o tym, co sama doświadczam w systemie polskim, czego doświadczają inni rodzice, czego dotyczą dyskusje o edukacji – mówi mi, że system irlandzki jest zdecydowanie lepszy.
      To teraz Twoje dzieci idą do szkoły polskiej? Ślę ciepłe myśli.

Zostaw swój komentarz