Minusy mieszkania blisko lasu

z 14 komentarzy

Są tacy, którzy zazdroszczą i są tacy którzy marzą. Domek w cieniu lasu. Widok na pola. Pobudka przy świergocie ptaków. Sarny do porannej kawy. Dzieci wybiegające boso na ogród. Nasze sielankowe wyobrażenia podbijają branżowe miesięczniki – te z malwami na okładce i blogi takie jak Wielki Zachwyt (znacie to, prawda?). Gdybym sama nie mieszkała na wsi, pewnie dałabym się nabrać.

Jeszcze do niedawna wszystko było dobrze. Nie umiałam sobie wyobrazić lepszej sytuacji dla siebie i dla naszej rodziny.

 

Domek jest? Jest!

Ogródek jest? Jest!

Piaskownica dla dziecka jest? Jest!

Praca jest? Jest!

Auto jest? Jest!

No więc o co Ci chodzi?

 

Sięganie po więcej

Ile wysiłku musimy zrobić, aby stąd pokazać dzieciom różnorodność tego świata.

Nauczyć, że ludzie mogą mieć różny kolor skóry, wierzyć w niebo albo reinkarnację. Style życia kompletnie mieć inne. Kultury od siebie odległe tworzyć.

Pokazać im piękno tej złożoności i nauczyć, że w tym tkwi siła rodzaju ludzkiego.

O ile trudniej pomóc im znaleźć własną pasję i rozwijać ją, kiedy wszystkie dzieciaki w okolicy mają w rękach smartfony a większość ich rozmów sprowadza się do leveli, rund, boxów….

Rzadko dzisiejsze dzieciństwo na wsi przypomina to znane nam z „Dzieci z Bullerbyn”, wiecie o tym?

 

Ja chętnie przeniosłabym się czasami w miejsce, gdzie na wyciągnięcie ręki mam rodziny żyjące w taki sposób, jak mogę tylko poczytać z książek albo na blogach. Wzmacniać się dzięki nim i bardziej dziarsko iść we wspólnym rodzicielskim kierunku. I rety, jak mi brakuje inspirujących ludzi! Kiedy czasami wyrwę się do większego miasta, nie mogę od ludzi oderwać wzroku. Różnorodności mi brakuje.

A przyjaciele (poza obecnie jednym wyjątkiem, ale to też tymczasowo) mieszkają daleko ode mnie.

Po to wszystko musimy z domku pod lasem wyjechać.

 

 

14_1200

 

 

Pułapka sieci

Życie na wsi z internetem stało się całkiem znośne. Stałe łącze mam chyba od 2011r. Potrzebuję inspiracji- włączam internet, potrzebuję porozmawiać z przyjaciółmi- włączam internet, potrzebuję coś poznać, odkryć, pomarzyć- włączam internet, otoczyć się ciekawymi ludźmi- włączam internet. Mam ochotę na ciekawe danie- nie idę do restauracji, bo nie ma – włączam internet i próbuję gotować. Pracę (i to fajną!) mam dzięki temu, że jest w mojej wsi wi-fi.
Efekt jest taki, że gdyby dziś zabrano mi dostęp, to by mnie bardzo bolało 🙂 Ilość czasu, jaką spędzam w sieci zaspokajając swoją potrzebę kontaktu ze światem przeraża mnie momentami. Sama spaceruję po domu z komórką w ręce a wymagam od mojego syna, by trzymał się swoich czasowych limitów. Jest mi z tym źle.

 

Szkoła

Jeśli narzekałam na brak różnorodności, to 1 września 2017, kiedy Antoś poszedł do I klasy, przeżyłam szok kulturowy. Dostałam co chciałam, tyle że w trudnym wydaniu. Oceny. Kary. Nagrody. Testy. Konkursy. Pęd. Przymus. Wizyta w McDonaldzie w ramach klasowej wycieczki (jeśli jakaś mama z naszej grupy czyta ten wpis: ja naprawdę rozumiem, że można lubić to miejsce 🙂  i rozumiem, że można się różnić i nawet rozumiem, że mogę jako jedyna mieć inne zdanie na ten temat 🙂 Nie miałam siły, by poruszyć ten temat na spotkaniu rodziców). Zakładam (ale może się mylę), że każda szkoła w promieniu 50km pracuje w ten sam sposób. Więc czy naprawdę mamy wybór?

 

W cieniu lasu

Przeczytałam gdzieś, że mieszkanie na wsi jest wspaniałe dla ludzi, którzy pokochają ‚ograniczoność’ jaką wieś daje. Naprawdę byłam do niedawna zakochana po uszy. I pewnie dlatego nie przygotowałam się dobrze na moment, w którym dom, łąka, las, ogród i kałuża przestaną być wystarczającą przestrzenią dla naszych dzieci. Trzeba było lepiej oszczędzać swoją energię życiową i zostawić jej porządne pokłady na teraz, a przy tym znacznie wcześniej zacząć myśleć o naszej strategii na edukację. Przygotować się nie tylko na blaski, ale i na cienie mieszkania blisko lasu.

 

las

 

Wpis jest preludium do artykułu, do którego dojrzewam od września – o tym w jaki sposób radzimy i nie radzimy sobie ze szkołą.

 

14 Responses

  1. Beata
    | Odpowiedz

    Dla mnie bardzo ważny artykuł – od paru miesięcy bijemy się z mężem myślami, czy mieszkać w mieście, czy na wsi przy małym lesie i zawsze temat dzieci doprowadza tę dyskusję do wstrzymania się przed dalszymi planami budowania domu. Dobrze jest przeczytać wyważone zdanie kogoś, kto tego doświadczył (my dopiero dzieci planujemy) – dziękuję 🙂

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Beata, proszę zwróć uwagę na to, że cały mój blog jest jednym wielkim zachwytem nad życiem na wsi 😉 a jeden artykuł o trudnościach z tym związanych. Więc nie sugeruj się proszę tylko tym wpisem, w którym narzekam 😉 Cieszę się, że jednak pokazało to Ci jakiś fragment, który trudno jest zobaczyć z innej perspektywy.
      My i tak mamy ogromne szczęście, bo mamy z mężem ciekawą pracę, która pozwala nam wyjechać czasami na wakacje poza wieś. Ale wątek pracy na wsi, to niezwykle ważna też kwestia. No i cała masa technicznych spraw jak palenie w piecu i odśnieżanie, jeśli domek jest w górach 😉 Ale to moze znajdziesz informacje gdzie indziej 🙂 Pozdrawiam i wspieram w trudnym (ale jakże ciekawym) czasie wyboru.

  2. Karolina
    | Odpowiedz

    U nas w szkole nie ma wycieczek do Maca;) a mieszkamy na wsi. Jestem nauczycielem i sama jestem przerażona perspektywą pójścia mojego syna do szkoły. Kompletnie nie umiem się na to przygotować, bo znam swoje dziecko i wiem, że będzie nam trudno. Generalnie im dłużej pracuję tym trudniej mi przyjąć zasady obowiązujące w oświacie. Znam je, stosuję po części, ale nie zawsze się zgadzam. Ratuje mnie to, że jestem aktualnie w przedszkolu, które ma większą elastyczność… Jestem bardzo ciekawa kolejnego wpisu:)

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Karolina! W takich osobach jak Ty- nauczycielach, którym coś uwiera w systemie- nadzieja! Trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci dużo siły, aby iść pod prąd.

  3. Sandra
    | Odpowiedz

    Jest mało miejsc w sieci, które lubię czytać. Jednak to do niego należy :). Tez mam te dylematy z telefonem. Zastanawiam sie nad kupnem jakiegoś telefonu tylko do dzwonienia. To by ograniczyło tylko odebranie linka, tylko zerknięcie na pogodę a potem na przecenę kurtek wiosennych.

    Z Makiem tez miałam kiedyś wyrzuty i dylematy do momentu aż moja grupa nie pojechała na wycieczkę a z nami mój syn, lat 4. Poszliśmy cos zjes. Kupiłam mu hamburgera bez mięsa (jesteśmy wege) i sama musiałam to zjeść. ( Fuj… ) Popatrzył na mnie z wyrzutem jak mogłam mu to zamówić. Frytki dosłownie wcisną. Był tez zły, ze nie zamówiłam mu surówki, która jadł znajomy. A podczas zamówienia poprosił o sok, pomidory i jabłko.
    Co z tego, ze nie zabierzemy dzieci do Mąka jak jedziemy tam grupa skoro chodzą tam raz w tygodniu z rodzicami? Jak jedzie sie 9h w busie w którym jest zakaz jedzenia to Mak na autostradzie jest naprawdę wybawieniem. Dzieci zamówią tam to co jedzą na codzień. A my omijając to miejsce i zamawiając cos w salat story nie sprawimy, ze zjedzą to co im damy a i koszt naszej wycieczki strasznie wzrośnie.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dziękuję Sandra, to wiele dla mnie znaczy.
      Co do Maka- niech rodzice prywatnie jedzą z dziećmi, gdzie uważają za słuszne. Ja mam w sobie niezgodę, by to miejsce było w planie wycieczek szkolnych, których od początku do końca cel jest ‚edukacyjny’. A już szczególnie nie uważam, by to był dobry pomysł w I klasie. Jeśli szkoła ma także wspierać zdrowe nawyki wśród dzieci to ten makdonald nijak mi się nie klei. W ten sposób też dzieciaki uczą się, że wycieczka połączona jest z wizytą w tym miejscu a potem staje się dla dzieci celem samym w sobie- co tam teatry, galerie, ruiny 😉 Jest mi też zwyczajnie przykro, bo jest tyle wspaniałych restauracji do pokazania dzieciom ze wsi w dużym mieście, tyle potraw do zasmakowania… Ale spokojnie 🙂 od jednego hamburgera i frytek nikt jeszcze nie się nie pochorował, więc podchodzę do tego ze spokojem 🙂

  4. Zosia
    | Odpowiedz

    Czuje dobrze Twój ból, bo my wprawdzie miastowi, ale ciągnie nas do lasu. Syn od września idzie do zerówki i albo rozpoczniemy edukację domowa (jestem temu niechętna), albo czeka nas przeprowadzka pod kątem szkoły i czystszego środowiska (mam mega alergię od kiedy mieszkam w mieście). Może to tez rozwiązanie dla Was? Wiem na razie tylko o jednym miejscu spełniającym nasze kryteria, czyli Koszarawie, ale może ktoś rzuci jakaś myśl! Głowa do góry, życie przynosi najciekawsze scenariusze! 🙂

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Jak tak dalej pójdzie to w Koszarawie braknie działek 😉 Dajcie znać co postanowiliście- zaglądam czasami do Koszarawy, a dokładnie do Krzyżówek tuż obok.
      Nasz domek jest już nie do ruszenia – zbyt silne mamy tu korzenie (co bardzo doceniam). Szukamy jakiegoś innego rozwiązania. I tak – jestem spokojna (już) i otwarta, zobaczymy co się rozwinie.

  5. Marlena
    | Odpowiedz

    Bardzo mądre i wiem co masz na myśli bo sama mieszkam na wsi i jestem tzw. przybłędą z miasta :-). Nie mam dzieci (niestety) więc pewne kwestie mnie nie dotyczą a może kryzysy/minusy, o których piszesz dopiero przede mną. Mam jednak takie podejście do życia, że „grunt aby minusy nie przysłoniły plusów” i tego się trzymam, czego i Tobie życzę, bowiem nie ma ideałów przecież ani wśród ludzi ani wśród miejsc do życia. Gorące pozdrowienia z Beskidu Niskiego ślę.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Droga Marleno 🙂 Ja też mam bardzo bardzo pozytywne nastawienie. Cały Wielki Zachwyt jest o blaskach mieszkania na wsi. Jednak nie czułam się fair ani względem siebie ani względem Was gloryfikując wieś w momencie, gdzie naprawdę – po raz pierwszy- dostrzegłam minusy. Stąd taki wpis 🙂 Dziękuję Ci za ciepłe słowa i ślę pozdrowienia w Beskid Niski (magiczny! byłam pierwszy raz kilka tygodni temu 🙂 )

  6. Kasia
    | Odpowiedz

    Polecam edukację domową. Choć im dzieci większe, tym trudniejsze życie na odludziu, a nawet we wsi blisko dużego miasta. Młodzież potrzebuje ciekawych zajęć, spotkań, towarzystwa i zaczyna się wieczne jeżdżenie. Przy ED też, ale dzięki ED mamy na to czas (chyba).

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Pocieszam się, że ja też przecież na wsi (tej samej wsi) wyrosłam. Później i tak jeździłam po świecie. Skończyłam dobre studia (dwa dyplomy, w tym szwedzki) więc może oni podążą tą samą ścieżką… I mnie rodzice nigdzie nie wozili, Polska była poza UE, więc może jednak będzie ok 🙂 O tym dlaczego nie wybraliśmy ED napiszę kolejnym razem. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

  7. Aga
    | Odpowiedz

    Jest jeszcze edukacja domowa 🙂

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Tak 🙂 Analizowaliśmy to w sierpniu. Albo założenie własnej szkoły 😉 Napiszę o tym, dlaczego jednak wybraliśmy placówkę publiczną.

Zostaw swój komentarz