Leśne dziecko w świecie, który nie widzi lasu

z 12 komentarzy

Pamiętam dokładnie moment, w którym uświadomiłam sobie własną ogromną rodzicielską ignorancję w sposobie wychowywania dzieci. Chłopcy siedzieli przed TV i oglądali akurat przerwę na reklamy na dziecięcym kanale, a my z mężem dyskutowaliśmy prośbę starszego synka (miał wtedy 5 lat), by kupić mu smartfon. Jego przyjaciółka właśnie dostała jeden na szóste urodziny. Moją pełną emocji wypowiedź o tym, jak skomercjalizowany świat niszczy nasze życie, jak my dorośli i dzieci jesteśmy duszeni przez media, które każą nam być idealnymi i posiadać dużą ilość rzeczy, mąż skwitował słowami: „Takie mamy czasy. Świata nie zmienisz”.

 

Rodzicielska decyzja

Te słowa mnie przygniotły. Wieczorem siedziałam w dziecięcym pokoju zawalonym klockami i mierzyłam się sama ze sobą, pytając, czy możliwe jest dać im dzieciństwo takie, jakie mieliśmy my: proste, radosne, lekkie, bez rywalizacji i poczucia bycia lepszym lub gorszym przez rzeczy, które się posiada.
Następnego dnia obudziłam się z gotową odpowiedzią: to wyłącznie od nas, rodziców, zależy jakie dzieciństwo będą miały nasze dzieci. Nie zależy to od telewizora ani od sąsiadów, a już na pewno nie od oczekiwań „tych czasów”. Za kilka dni ustaliliśmy limit jednej bajki dziennie, a za kilkanaście kolejnych zorganizowałam im pierwszą wyprawę do lasu.

 

3

 

Leśna sielanka

Już prawie rok jeździmy z dziećmi do lasu. Nie robimy tego każdego dnia, są okresy, kiedy nie pokazujemy się tam kilka tygodni i takie, kiedy jesteśmy niemal codziennie. Las u nas zagościł a my zagościliśmy w lesie. A gdy tam idziemy, nie zabieramy niczego, poza tym, co nam absolutnie potrzebne: napoje, przekąski, karimata. Czasami zdarzy się łopata lub wiaderko do wkładania skarbów. Dzieciaki turlają konary i siebie na dno okopu,  patykami kopią małe tunele- latem w mchu, zimą w śniegu a wiosną w błocie. Szczególnie młodszy Michał uwielbia leśne zabawki i z rozkoszą tonie w tej przestrzeni za każdym razem.

Kiedy u progu zimy patrzyłam na nas, byłam z nas dumna. Byłam szczęśliwa. Myślałam dużo o prostocie, jaka zagościła w naszym życiu (przynajmniej w obszarze wspólnego spędzania czasu). Rozczulałam się nad sobą przekonana, że znalazłam raz na zawsze sposób na moje macierzyństwo i sposób na ich szczęśliwe dzieciństwo. Aż nastała zima.

 

michal

 

Zimowy komercyjny horror

Zimą dużo siedzieliśmy w dom. Trudno zorganizować leśne wyprawy, kiedy kończy się pracę już o zmroku. Starałam się jak mogłam dać im możliwość zabawy na dworze, paliliśmy ogniska i wybieraliśmy się na nocne wyprawy nad staw. Jednak to wszystko w odczuciu starszego syna było z tygodnia na tydzień mniej interesujące. Jego uwaga kierowała się w zupełnie inną stronę.

Już w drugiej połowie listopada dobijały mnie pytania Antka „Mamo kupisz mi….?mamo ja chcę…!”. Grudzień pod tym kątem był koszmarem. Trzy razy zmienialiśmy treść listu do Św. Mikołaja negocjując jego zakres i tłumacząc, że Mikołaj może dać każdemu dziecku tylko jedną zabawkę i nie każdemu to, co sobie zamarzy, bo jest bardzo dużo dzieci na świecie. Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądała mina Antka, kiedy po powrocie z przedszkola dnia 6 grudnia powiedział mi, że nie miałam racji, że Mikołaj daje wszystkie prezenty, jakie dzieci chcą i ile chcą. Nie chcielibyście widzieć też mojej miny w tym momencie.
Przed Bożym Narodzeniem przechodziliśmy przez podobny atak kupowania jeszcze raz. Reklamy, kolorowe gazetki wciskane przez listonosza i rozdawane w każdym sklepie doprowadzały mnie do szału i podsycały jojczenie syna. Poprosiłam Antka o zaufanie, by pozwolił mi zrobić sobie niespodziankę – jeden mały prezent okazał się strzałem w dziesiątkę.

 

A kiedy myślałam, że wszystko będzie już dobrze, nastały ferie. Niestety nie udało nam się wyjechać w wymarzone góry, ani nam, ani dzieciom z okolicy. Smartfony, tablety, filmiki na youtube, gry, piloty do telewizorów poszły w ruch między malutkimi rączkami kilkulatków. W rezultacie moje dziecko przez całe ferie pragnęło jednego: własny smartfon.

 

Nie chcę się rozwodzić na temat naszej wizyty w kinie na pewnej bajce z serii Lego, która rozbiła mnie na setki tysięcy kawałków. Musiałam go zabrać, bo wszystkie dzieci z sąsiedztwa tego dnia jechały do kina. Film dla dzieci bez ograniczeń wiekowych zrobił mi z mózgu wodę. Zawierał lokowanie produktu, dokładnie pewnej marki telefonu, uwierzycie? Do tej pory nie mogę się zebrać po tym doświadczeniu.

 

1

 

W międzyczasie pewna sieć sklepów wypuściła naklejki i maskotki warzyw i owoców, a kiedy z tego po setkach rozmów jakoś wyszliśmy pojawiły się one….kolorowe malutkie gumowe figurki  do przyczepiania na lodówce, w innej sieci sklepów, do której w ogóle nie chodzę. Dla mojego syna poszłam tam i zrobiłam zakupy. W zamian gumowa miniaturkowa truskawka i papryka oraz bezgraniczne szczęście mojego syna.

Do tego wszystkiego smog, a zaraz po nim wycinka drzew zgodnie z nowelizacją ustawy o ochronie przyrody.

 

Jestem dziwna

To, co zobaczyłam zimą, przytłoczyło mnie.

Po pierwsze zorientowałam się, jak wiele ludzi zdaje się nie widzieć związku między jakością swojego życia a Przyrodą. Przyroda nie jest im potrzebna, nie widzą jej i nie widzą lasu.

 

Po drugie, przestaję być już atrakcyjna dla mojego 6,5-letniego syna, atrakcyjniejsi są rówieśnicy a najbardziej starsi koledzy. I to oni mają na niego coraz większy wpływ zabierając go w obszary, w które ja nie pomyślałabym, aby go wprowadzić. Jak na przykład filmiki o pierdzeniu na youtube. To nieznane jest dla Antka ciekawsze, niż znany już las.

 

Po trzecie, rzeczywistość, w której przychodzi dziś dorastać moim dzieciom wykorzystuje do granic możliwości ich dziecięcą wiarę i dobro, a ja zdaje się nie mam skutecznego pomysłu, aby ich na ten świat przygotować. Metoda na las z mamą sprawdza się pięknie do pewnego momentu – wciąż w przypadku młodszego Michała, ale nie wystarcza już Antkowi.

 

Po czwarte, mój własny syn zaczyna widzieć, że to nie jest normalne, że jeździ się tak często do lasu, przecież żadna inna mama tego nie robi ze swoimi dziećmi. To zaczyna być dziwne, ja zaczynam być dla niego dziwna.

 

1a

 

Ucieczka w grupę

 

Szczerze, zima mnie zmęczyła. Były momenty, kiedy miałam ochotę uciec. Spakować ich i uciec do lasu. Ale wiem, że życie poza systemem nie jest dla nas – naszą drogą jest szukanie równowagi, korzystanie z tego, co oferuje XXI wiek i jednocześnie nie zatracanie siebie. Cieszę się, że jest już przedwiośnie, bo wraz z nim przyszła nadzieja i nowa energia. A zimowe załamania i wątpliwości doprowadziły mnie do miejsca, w którym zrozumiałam, jak ważne jest otaczanie się ludźmi, którzy myślą i czują podobnie. Otaczanie moich dzieci podobnymi dziećmi. Wspólne spędzanie czasu.

Dlatego rok 2017 będzie miał inną odsłonę. Więcej będzie w nim działania w realu i z większą ilością osób. Będę zachęcać Was do łączenia się i wspólnego spędzania czasu w Przyrodzie. Sama zainicjuję co najmniej jedno większe spotkanie osób, które czytają Wielki Zachwyt. Myślę o rozbudowie projektu „Zachwyt w Przedszkolu„, bo wiem, że w przypadku dzieci takich rodziców jak my, program leśny w przedszkolu stanowi duże wsparcie.

 

Zaglądaj tu często. Jeśli tak jak ja potrzebujesz otoczyć się – choćby wirtualnie – osobami podobnymi do siebie, dołącz do Grupy: Wielki Zachwyt. Wykorzystajmy nowe media, które teoretycznie odciągają nas od budowania rzeczywistych relacji między sobą jak i relacji z Naturą do zupełnie przeciwnego celu: łączenia się z ludźmi i wzmacniania swego kontaktu z Naturą. Może wspólnie stworzymy nie jedną ważną i dobrą inicjatywę, w trosce o świat, w jakim przyszło żyć naszym dzieciom. Moim marzeniem jest, by był to świat, który widzi las.

 

3

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

12 Responses

  1. Ania
    | Odpowiedz

    Dziękuję Ci, że piszesz też o takich sprawach jak komercja, prezenty itp. Nawet młodszych dzieci niż Antek dotyka to bardzo. TV oglądamy bardzo rzadko, a i tak moja starsza córa (4l) jest zafascynowana światem zabawek plastikowych, bajek, tabletów… Może Antkowi potrzeba jednak Wielkiej Przygody. Serdecznie polecam namioty. Ale tak na wakacje, nie w ogródku, np. weekend w jakiejś górskiej studenckiej bazie namiotowej. Nie ma hardkoru jeśli chodzi o warunki, prawie zawsze są inne dzieci. Ognisko, rzeka, góry, las… Powolnie płynie czas. To jest naprawdę extra.

    No i na pewno grono rówieśnicze, które też bywa w lesie to skarb. Żeby leśność nie była dziwactwem. Trudne to strasznie w obecnych czasach, tak jak piszesz. Głowa do góry, myślę że uda się to grono znaleźć, zbudować atmosferę, że dzieci zatesknią do wspólnego towarzystwa i tych leśnych/przyrodniczych chwil.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Witaj Aniu, dziękuję za Twój komentarz. Zdecydowanie Antkowi teraz potrzeba kolegów do tego lasu 🙂 🙂

  2. Agnieszka
    | Odpowiedz

    Masz piekna i dobra dusze Basiu. Popieram Cie i rozumiem w 100%

  3. Aniela
    | Odpowiedz

    Prawdziwe do bólu…Czuje tak jak ty i jest to dla mnie nie lada wyzwaniem,żeby uchronić swoich synów przed zalewająca nas modą na niepochamowany konsumpcjonizm nieizolujac ich od rówieśników.Paradoksalnie w mieście łatwiej spotkać ludzi,którzy tak jak ja wierzą, że proste życie w zgodzie z naturą jest najlepsze dla rozwoju naszych dzieci.Barakuje wciąż jednak placówek (brzydkie słowo,wiem)edukacyjnych ktore cenią podobne wartości.Wiec albo można przejść na Edukacje domowa (moj najstarszy,sześcioletni syn wlasnie dlatego jest w ED i nigdy nie był w przedszkolu ani zerówce) albo spróbować samemu cos rozkręcić (i tym od jakiegoś czasu sie zajmuje…mam nadzieje,ze uda nam sie z Lesna mikroszkołą)Mi pomaga to, ze sama jestem z wykształcenia biologiem z zamiłowania przyrodnikiem,człowiekiem kochającym naturę i tylko w niej czuje wolność.Zarazilam chłopaków moja pasja podglądania przyrody.Jak dorosną chcą zostać „przyrodnikami”;) Nie słyszałam jeszcze o smartfonie(choc juz o „sprytnej” czy jakiejś tam plastelinie tak…),za to codziennie słyszę „mamo dlaczego nie mozemy mieć kozy?mielibysmy własne mleko…”” mamo jak juz bedziemy mieć kury,to bede przygotowywał jajecznicę z własnych jajek…”a ostatnio „mamo czy na krowę trzeba mieć pozwolenie;)” W malutkim ogródku założyliśmy szklarnie i czekamy na pierwsze plony.Jak idziemy do lasu to wygrzebujemu małe chrząszcze,dżdżownice,łapiemy motyle…próbujemy nazwać gatunki,czasem hodować.Ten wielki świat wkręca.Moze JESZCZE,moze masz racje ze zaraz cos innego stanie sie atrakcyjne…ale mysle ze im wiecej okazji chłopaki maja do zakochania sie w przyrodzie im wiecej takich odczuć ,ze tu jest moje miejsce, tym większe szanse,ze nawet po zachłyśnięciu sie dobrami tego świata,wrócą do lasu.Ja tak miałam…Tak ze tak… wazne by sie jednoczyć w grupy podobnie myślących rodziców i zaprzyjaźniać nasze dzieci;)

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Dużo myślę Aniela ostatnio o słowie „chronić”. Wątpię, bym miała moc uchronienia ich przed światem. Ale pokazać im jak różnorodny świat jest, jak różni są ludzie a przy tym pokazać, jakie są moje zasady i wybory, to już zrobić potrafię. Tak jak napisałaś: wierzę, że to co robię ma sens i będą kiedyś czerpać z tych wspomnień. Może za 20-30 lat powiedzą mi, że to było najważniejsze, co ode nie dostali, a może powiedzą zupełnie inaczej.

  4. Aniela
    | Odpowiedz

    A gumowa marchewkę,pomarańcze i co tam jeszcze tez mamy choc nie kupuje w tym sklepie…ale powiedz Basiu jak długo trwała u Was namiętna miłość do tego badziewia?bo u nas moze jeden dzien i te bezurzyteczne gumki poszły w zapomnienie.Nawet nie moge ich teraz odnaleźć,zeby wyrzucić je do śmieci.

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Pewnie dziecię przyniosło z przedszkola ;)?
      U nas miłość trwała ze trzy tygodnie, pierwszy tydzień walczyłam z tym, w drugim tygodniu pojechałam do sklepu, w trzecim syn pogubił gumki 😉 Przyszedł kiedyś od koleżanki i powiedział, że ma fatalną wiadomość, figurek już nie ma w sklepie i że sklep jest głupi, bo kto zbierze w tak krótkim czasie wszystkie figurki do domku (tak, za jedyne chyba 39,99 można było dokupić domek dla nich). Będzie jeszcze sporo takich akcji u mnie, od września szkoła…

  5. Patrycja
    | Odpowiedz

    Basiu, nie mogłam nie odpisać, bo bardzo mnie poruszył Twój tekst. Jednym słowem – witaj w klubie! Wiesz, mnie też tak dużo rzeczy boli gdy patrzę na to co się ostatnio dzieje… Ktoś mógłby powiedzieć – czego chcesz kobieto, przecież masz tak wiele. Ale ja zawsze sięgałam głębiej, a już zupełnie głęboko, gdy urodziły się dzieci i doświadczyłam trochę prawdziwego życia. A gdy zorientowałam się 4 lata temu, że tak naprawdę jemy śmieci, to ogarnęła mnie wściekłość! W imię czego zatruwam swój organizm i organizm swoich malutkich dzieci – w imię czyjegoś łatwego zysku, czy chwilowej i wątpliwej przyjemności zjedzenia czegoś „smacznego”? To zbyt wysoka cena…
    Dzisiaj jestem już w zupełnie innym miejscu. I nigdy nie czułam się lepiej niż teraz! Cała nasza rodzina odczuła ogromną zmianę na lepsze. Nie tylko w kwestii zdrowia i samopoczucia, ale patrzenia na świat! Ale z drugiej strony ta świadomość i postępowanie inaczej niż robi to większość niesie również trud. Trud tego np., żeby tłumaczyć dzieciom że ten batonik w kasie poza kolorowym opakowaniem z bohaterem jakiejś bajki nie ma nic dobrego do zaoferowania. Trud tego, że trzeba dwa razy mocniej się starać, aby zaciekawić dzieci tym, co mamy z Mężem im do zaoferowania, a nie łatwym i przyjemnym rozwiązaniem dostępnym gdzie indziej. My też już dawno przestaliśmy nałogowo oglądać tv. Jeśli bajka, to wieczorem i najlepiej Muminki Nie bajki, które tak naprawdę są chodzącą reklamą. Łatwiej by było płynąć z prądem, ale postanowiłam, że zawalczę o nasze lepsze jutro. A teraz chcę walczyć o lepsze życie nie tylko dla naszej rodziny, ale i dla innych. Ale przecież tak naprawdę tworzymy teraz przyszłość naszych dzieci i nie ma istotniejszej rzeczy.
    Wiesz, podpisuję się obiema rękami pod tym co napisałaś. Jednocześnie coraz bardziej akceptuję to, że świat nigdy nie był i nie jest idealny. Nie zmienia to tego, że możemy próbować go zmieniać:) Nawet mała zmiana może przynieść dużą (dobrą:) zmianę! Podoba mi się takie patrzenie na świat, w którym pojawiają się jednostki, które w pewnym momencie zaczynają rozumieć, że coś jest nie tak – zmieniają swoje życie a przy okazji życie innych osób. Taką osobą jesteś Ty Basiu, jestem nią też ja i wiele innych osób! I widzę wyraźnie, że jest ich coraz więcej. Już zdążyliśmy się odbić od ściany konsumpcjonizmu i zastanawiamy się, co dalej. Może się nam wydawać, że jest nas niewiele, ale naprawdę czasami wystarczy ta garstka aby pchnąć los nas wszystkich w dobrym kierunku. Wierzę, że mamy tę moc zmieniania świata (zwłaszcza my Mamy, które mamy okazję dojrzewać mocno razem z naszymi dziećmi:) i musimy tę siłę wykorzystać!
    Basiu, życzę Ci, abyś dalej była takim ogromnym wzorem i wsparciem dla swojej dzieci i ogniem miłości dla całej swojej rodziny! Życzę tego, abyście zarażali tym płomieniem również inne domy, inne dzieci i ich rodziców! Musisz wiedzieć, że i we mnie zapaliłaś taki ogień:) Tydzień temu byliśmy w lesie – właśnie dzięki Tobie:) Odkryłam na nowo świat przyrody, ale świat lasu poznaję również dzięki Tobie:) Dzieciaki bawiły się znalezionymi kijkami, turlały po mchu, a przed nami przebiegły trzy piękne sarny:) Dzięki Wielkie i dalej rób taką świetną robotę!:)

  6. Anna
    | Odpowiedz

    Ja również zastanawiam się nad większymi akcjami w realu w ramach „Idziemy na pole”. Tym bardziej, że w tym roku wydaję książkę o naturalnych placach zabaw. Może połączymy siły?

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Aniu 🙂 Śledzę Twój profil i na pewno kupię Twoją książkę!
      Czy miałaś jakiś pomysł na „łączenie sił”? Napisz proszę do mnie na priv: wielkizachwyt@gmail.com

  7. Olga
    | Odpowiedz

    Tak, to jest realny problem, często o nim rozmyślam. Te wszystkie rzeczy, które się wylewają na nas z każdej strony. Osobiście kiepsko sobie z tym radzę, więc staram się nie chodzić z synem na zakupy. Mam wrażenie, że żyjąc w standardowej, wielkomiejskiej rzeczywistości (a może nie tylko wielkomiejskiej) trudno uniknąć konfrontacji z konsumpcjonizmem na każdym poziomie. Byłam ostatnio z synem na kinderparty u kolegi z przedszkola, wymęczyłam się straszliwie w ciasnej salce zabaw, z tortem cukrowym i czipsami i myślałam siedząc tam, że lepiej by było pod chmurką pohasać, bez tego nadmiaru urządzeń, stłoczonych w jednym miejscu. Dziś przeczytałam ciekawy reportaż w Polityce o uzależnieniu dzieci i nastolatków od świata wirtualnego („Telefon bez zaufania”) i znów rozmyślam, jak ułożyć się z tym światem, który jest, jaki jest 🙂

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      Olga, też ciągle rozmyślam co tu począć 🙂 Teraz dochodzi mi temat pracy na etat.
      A kiedy mam momenty załamania, że to „układanie się ze światem” mi nie wychodzi, to wracam do myślenia o tym, jak bardzo cieszę się, że mam świadomość tego, co mi w tym świecie nie odpowiada. To jest już olbrzymi sukces. Z tym można już coś zrobić. Mogę/możemy się próbować.
      Wydaje mi się, jak pisałam w artykule, że najważniejsze to otaczać się podobnymi ludźmi. Razem łatwiej iść pod prąd 🙂
      Trzymaj się!

Zostaw swój komentarz