„Nie krzyczcie, bo obudzicie wilka!”, czyli o wyzwaniach pierwszych wycieczek do lasu z dziećmi. Część I.

z 2 komentarze

Był luty, zimny, ale bezśnieżny. Koniec miesiąca. Tylko słońce na niebie zapowiadało zbliżającą się wiosnę, jednak cały świat zdawał się jeszcze nie odebrać tego sygnału. Sobotnie południe. To był ten dzień, dobry dzień, w którym zdecydowałam, że pojedziemy pierwszy raz z dziećmi na długą wycieczkę do lasu.

Pomysł wydał im się dziwny, bo po pierwsze bez taty, po drugie jest trochę zimno, po trzecie: „Po co Ci plecak? Co tam masz?”. Gdyby nie ten plecak a w nim czekolada i gorąca ziołowa herbata w termosie, to pewnie nie pojechaliby tak chętnie. Przekonałam.Nie to, bym długo sobie wyobrażała jak wspaniale będzie ten pierwszy raz wyglądał, nie byłam wcale pełna oczekiwań, ale jednak po swoich doświadczeniach zadumy, zachwytu i intensywnego „przeżywania lasu” w samotności, wydawało mi się, że oni odbiorą tę sytuację podobnie….

W samochodzie spada na mnie kilkanaście niecierpliwych pytań o to, po co tam jedziemy i na jak długo. Michałek jest strasznie zaaferowany czekoladą w plecaku i czas upływa nam na negocjacjach, kiedy będzie można ją zjeść. Antoś pierwsze co robi po wyjściu z samochodu, to znajduje długi patyk i zaczyna nim trącać Michała, od razu zatem mamy płacze i krzyki. I moje uciszanie, które na początku brzmi tak: „Jesteśmy w lesie, nie można krzyczeć, mieszkają tu ptaszki i sarenki, one lubią ciszę” a potem „Nie krzyczcie, bo obudzicie wilka!”
Okiełznałam jakoś. Jednak ani zadumy ani radości z tej wycieczki w nich nie widzę….

Dzieci nie oddalają się ode mnie na krok. Michał porusza się od pnia do pnia ściętego drzewa, wskakuje na nie i rozgląda się dookoła, traktuje jak bezpieczne suche wyspy na wzburzonym morzu. Gdy odległość jest między nimi zbyt duża, nie mam wyboru i zanoszę go do następnej przystani.

„Kto złamał to drzewo mama? A to? A tamto????”

Pytania o czekoladę spowalniają naszą wędrówkę i stają się głównym tematem rozmów. Michał nie odrywa oczu od mojego plecaka. Antek nie przestaje krzyczeć jak ninja i walić patykami o drzewa. Michał na dodatek wpada w przerażenie, bo przypomina sobie, że lew, słoń i żyrafa przecież też mieszkają w lesie, to musi być ten właśnie las!! Dobrze, że mors, który budzi w nim największy strach, mieszka nad morzem, bo byłby to dla nas koniec wycieczki.

Odkrywam, że bycie w lesie z nimi jest zupełnie o czym innym, niż bycie tu samotnie. Oczy moje podążają tylko za nimi, oni sterują moimi myślami i mam czas zobaczyć tylko to, co przykuwa ich uwagę i co mi pokazują. Stają się dla mnie centrum tego lasu. I ciągle łapię się na tym, że chcę ich strofować, co powinni a czego nie powinni, co jest ważne, co nie jest…

Czekolada odpakowana. Wykorzystuję tę chwilę, by położyć się na ziemi. Michałek natychmiast też. Dołącza Antek. Jak jedzą, to nie krzyczą i nie szturchają się. Jest coraz lepiej….

Patrząc na konary drzew wysoko, wysooooooko, rozmawiamy o tym, kto mieszka na drzewie. Po raz pierwszy chłopcy milczą, obserwują, myślą, wymieniają spostrzeżenia. Michał zadaje pytanie: „A gdzie będzie mieszkał ten ptaszek, jak ktoś złamie to drzewo?”.

Przejęła mnie błyskotliwość 2,5 -rocznego dziecka, które myśli, że w lesie mieszka lew, ale zauważa, jak wielki problem ma ptak, któremu ktoś zetnie drzewo z domem. To był ten moment, w którym zrozumiałam, że jesteśmy na bardzo dobrej drodze, wspólnej drodze. I że potrzebujemy jeszcze kilku wypraw…

Za moment dzieci zdecydowały, że ta się kończy wraz z ostatnim kawałkiem czekolady.

 

30


To pierwszy wpis z cyklu „Wyzwania pierwszego razu”, który dedykuję wszystkim tym, którzy chcą wprowadzić w rytm życia swojej rodziny systematyczne wizyty na łono przyrody. Zaplanowałam dla Was jeszcze dwa kolejne: za około dwa tygodnie opowiem Wam o tym, jak wyglądała nasza druga wspólna wyprawa, a w trzecim zbiorę swoje doświadczenia i przemyślenia w syntetyczną listę i podzielę się, czego według mnie nie warto robić a co warto, by dzieci polubiły takie długie wycieczki do lasu.

Zapisz

Zapisz

2 Responses

  1. Magda
    | Odpowiedz

    Narobiłaś mi smaka, na to jak było dalej 🙂 Przebieram nogami przez następne dwa tygodnie 🙂

    • Wielki Zachwyt
      | Odpowiedz

      😉 zapraszam. I zachęcam do dzielenia się jak to było u Was 🙂

Zostaw swój komentarz